Wtorek, 26 maja 2026

Anna Woźniak
Dziennikarka Wysokich Obcasów 

- Szkoda, że nie mam córki – pomyślałam niedawno, po spotkaniu z przyjaciółką i jej nastoletnią córką. Jako mama dwóch dorastających chłopaków zachwycałam się delikatnością Marysi, jej wesołym świergotem, lekką rozmową o planach wakacyjnych i nowym błyszczyku do ust. Przy niej moi synowie są jak ciosani z drewna, a rozmowa z nimi przypomina drogę po kamienistym wzgórzu w upale. Namęczę się, napocę żeby usłyszeć od nich kilka zdań. Pomrukują, pochrząkują, przewracają oczami i twierdzą, że przecież ze mną rozmawiają.
Kilka dni po spotkaniu, już bez Marysi, od jej mamy dowiedziałam się, że od jakiegoś czasu dziewczynka chodzi na terapię. Ma 16 lat i jest przekonana, że potrzebuje zabiegów, a nawet ingerencji chirurga plastycznego, bo jej twarz i ciało są całkowicie do poprawy. Usta są za małe, nos za duży, a oczy za głęboko osadzone. Co więcej, Marysia uważa, że takie ingerencje są czymś normalnym. Skoro nie podobam się sobie, to muszę to jak najszybciej zmienić. Wszelkie rozmowy i przekonywania, że jest śliczną, normalną dziewczyną tylko ją rozdrażniały. – Kaja ma obiecaną operację piersi na osiemnastkę, a Zosia będzie miała korektę nosa – argumentowała Marysia.
- Skąd? Kiedy? Dlaczego? Co zrobiliśmy nie tak, że nasza córka ma tak niskie poczucie własnej wartości – zastanawiają się jej rodzice. Przecież w domu nigdy nie usłyszała od nich nic negatywnego o swoim wyglądzie. Ogólnie temat urody zawsze traktowali bardzo neutralnie.
Ale Marysia i jej koleżanki od lat żyją w równoległym świecie online. W internecie oglądają zdjęcia innych dziewcząt, często już po operacjach i zabiegach. Wrzucają swoje zdjęcia na fora, gdzie inne dziewczyny je oceniają i podpowiadają, co można poprawić. Za swój wygląd dostaje się noty od 0 do 10. A jeśli jesteś gdzieś w okolicy 5-6, to znak, że musisz się poprawić. Młode dziewczyny są przekonane, że najważniejsze jest to, jak wyglądają, a nie kim są.
Jest nawet nazwa określająca maksymalizację wyglądu – looksmaxing. Co ciekawe narodziła się ona na forach internetowych skupiających młodych mężczyzn, którzy obsesyjnie oceniali swoją atrakcyjność fizyczną i dążyli do „optymalizacji” rysów twarzy czy budowy ciała. Za sprawą głównie TukToka trend podłapały młode dziewczęta.
Kanony urody istnieją od wieków, a dążenie do nich mamy poniekąd w genach. Z looksmaxingiem jest ten problem, że dotyczy młodziutkich ludzi, czasem jeszcze dzieci, które nie mają do tego dystansu, nie rozumieją, że to są chore trendy, że liczą się oni, a nie ich wygląd. Zrozumieją to dopiero za kilka lat. Do tego różnego rodzaju zabiegi są ogólnie dostępne. Przed ich wykonaniem może uchronić je jedynie zakaz rodziców i brak finansów. Pozostaje jednak poczucie złego wyglądu, które czasem dosłownie rujnuje ich życie.

- O rany, z chłopakami jest chyba łatwiej – myślę sobie i jednocześnie przypominam, że to mężczyźni zaczęli looksmaxing. Oni też potrafią mieć obsesję na punkcie swojego wyglądu. Nie jest to, jak myśleliśmy do niedawna, domena kobiet.
I gdy starszy syn zaczyna prężyć biceps przed lustrem i za długo zastanawia się nad wyborem T-shirtu myślę, czy to normalne. I czy miłość, akceptacja, wsparcie i mocny przytulas wystarczą, żeby nie poszedł z myśleniem o tym bicepsie za daleko. 
 

POLECAMY

Dzień Matki. 'Jestem jednocześnie mamą w żałobie i w ciąży. Mam dwójkę dzieci i puste ramiona'
'Zaraz po śmierci Nadzi miałam myśl, że już nigdy nie chcę się tak bać, nie chcę takiej odpowiedzialności. A potem minął miesiąc, dwa i zapragnęłam znów komuś matkować, czuć tę więź'. Rozmowa z Dorotą Groyecką.
CZYTAJ WIĘCEJ

STAND UP

DZIECI I PIENIĄDZE

REKOMENDACJE DLA CIEBIE