Paweł Pawlikowski był jednym z pierwszych twórców, którzy w tym roku zachwycili na Festiwalu Filmowym w Cannes. Już
po pokazie „Ojczyzny” w międzynarodowej prasie zaczęły pojawiać się głosy, że film zasługuje na Złotą Palmę.
Dla Pawlikowskiego to powrót do Cannes po ośmiu latach – w 2018 roku prezentował tu
„Zimną wojnę”, za którą otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera. W tym roku historia się powtórzyła: ponownie został wyróżniony za reżyserię, tym razem ex aequo z Javierem Calvo i Javierem Ambrossim, twórcami
„The Black Ball”.„Ojczyzna” domyka trylogię o ludziach zmagających się z powojenną rzeczywistością. Film spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, a krytycy już spekulują o kolejnej nominacji do Oscara. – To fikcja, fantazja. Wziąłem skrawki prawdziwych historii i ulepiłem z nich coś własnego – mówił Pawlikowski
w rozmowie z Anną Tatarską.Najważniejszą nagrodę festiwalu – Złotą Palmę – jury przyznało
Cristianowi Mungiu za film „Fjord”. Rumuński reżyser przenosi akcję do małej miejscowości w Norwegii, gdzie rumuńsko-norweskie małżeństwo z piątką dzieci próbuje ułożyć sobie życie od nowa. Osią opowieści jest tu zderzenie dwóch światów – konserwatywnego, zakorzenionego w wierze i tradycji, oraz progresywnego, liberalnego i tylko pozornie tolerancyjnego.
Podczas 79. edycji festiwalu nie zabrakło również polskich akcentów. Oprócz „Ojczyzny” Pawlikowskiego w konkursie głównym znalazły się
„Historie równoległe” Asghara Farhadiego, luźno inspirowane szóstą częścią „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego – jednym z producentów filmu jest
Maciej Musiał. Z kolei w konkursie krótkich metraży Polskę reprezentował
Michał Toczek ze „Spiritus Sanctus”.
Podsumowanie festiwalu w Cannes oraz pełną listę laureatów znajdziesz na
wyborcza.pl.