Poniedziałek, 25 maja 2026

Magdalena Birska
dziennikarka działu Kultura

Paweł Pawlikowski był jednym z pierwszych twórców, którzy w tym roku zachwycili na Festiwalu Filmowym w Cannes. Już po pokazie „Ojczyzny” w międzynarodowej prasie zaczęły pojawiać się głosy, że film zasługuje na Złotą Palmę.

Dla Pawlikowskiego to powrót do Cannes po ośmiu latach – w 2018 roku prezentował tu „Zimną wojnę”, za którą otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera. W tym roku historia się powtórzyła: ponownie został wyróżniony za reżyserię, tym razem ex aequo z Javierem Calvo i Javierem Ambrossim, twórcami „The Black Ball”.

„Ojczyzna” domyka trylogię o ludziach zmagających się z powojenną rzeczywistością. Film spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, a krytycy już spekulują o kolejnej nominacji do Oscara. – To fikcja, fantazja. Wziąłem skrawki prawdziwych historii i ulepiłem z nich coś własnego – mówił Pawlikowski w rozmowie z Anną Tatarską.

Najważniejszą nagrodę festiwalu – Złotą Palmę – jury przyznało Cristianowi Mungiu za film „Fjord”. Rumuński reżyser przenosi akcję do małej miejscowości w Norwegii, gdzie rumuńsko-norweskie małżeństwo z piątką dzieci próbuje ułożyć sobie życie od nowa. Osią opowieści jest tu zderzenie dwóch światów – konserwatywnego, zakorzenionego w wierze i tradycji, oraz progresywnego, liberalnego i tylko pozornie tolerancyjnego. 

Podczas 79. edycji festiwalu nie zabrakło również polskich akcentów. Oprócz „Ojczyzny” Pawlikowskiego w konkursie głównym znalazły się „Historie równoległe” Asghara Farhadiego, luźno inspirowane szóstą częścią „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego – jednym z producentów filmu jest Maciej Musiał. Z kolei w konkursie krótkich metraży Polskę reprezentował Michał Toczek ze „Spiritus Sanctus”.

Podsumowanie festiwalu w Cannes oraz pełną listę laureatów znajdziesz na wyborcza.pl.

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA

POLECAMY