Pod koniec stycznia tego roku „Bridgertonowie" wrócili na salony, to znaczy – na ekrany Netflixa. To już czwarty sezon opowieści o londyńskiej socjecie. Świat pełen szelestu sukni, plotek i blasku świec wciągnął także mnie. W kwietniu śledziłam losy Benedicta (Luke Thompson), drugiego syna lady Violet (Ruth Gemmell).
W „Bridgertonach" seksu nie brakuje. Jest namiętny i doprawiony odrobiną humoru. W czwartym sezonie widać jednak pewną zmianę - obok namiętnych scen pojawiają się krępujące rozmowy o seksie.
Francesca, choć szczęśliwie poślubiona lordowi Stirlingowi, nie może osiągnąć orgazmu. Jej matka - lady Violet - opowiada służącej o ochocie na seks, uciekając się do określenia „wieczorna herbata". Sama Francesca nie wie z kolei, jak porozmawiać z matką o swoim problemie. W serialu takie sceny działają dzięki humorowi, metaforom i półsłówkom. W prawdziwym życiu bywa z tym gorzej.
Rozmowy z dzieckiem nie są łatwe
Rozmowy o seksualności są często trudnym doświadczeniem zarówno dla rodziców, jak i nastolatków. Izraelscy naukowcy zauważyli, że wielu rodziców ma problem z inicjowaniem i podtrzymywaniem takich rozmów. „Jedną z częstszych strategii stosowanych przez rodziców jest humor. Może on zmniejszyć napięcie, wprowadzać swobodę i pomóc rodzicom oraz nastolatkom podchodzić do drażliwych tematów w bardziej otwarty sposób" - tłumaczą badacze.
Żeby sprawdzić swoje przypuszczenia, badacze zaprosili do udziału 98 par matka–córka z Izraela, czyli łącznie 196 osób. Córki miały od 14 do 18 lat, a matki od 40 do 63 lat. Aby ograniczyć ryzyko nieszczerych odpowiedzi, naukowcy spotkali się z uczestniczkami osobiście i dokładnie wyjaśnili im zasady badania.
Matki i córki wypełniały kwestionariusze oddzielnie. Ankiety online zajmowały około 14 minut. Uczestniczki oceniały m.in., jak często w rozmowach o seksualności pojawia się humor i jak otwarcie rozmawiają na te tematy. Badacze sprawdzali też, na ile córki ukrywają przed matkami sekrety. Na koniec dziewczyny wypełniały kwestionariusz dotyczący ich dobrostanu seksualnego. Wyniki opublikowano w czasopiśmie „The Journal of Sex Research".
Badanie z jednej strony potwierdziło hipotezę badaczy, z drugiej – jej zaprzeczało. Jak to możliwe?
Dane pokazały, że córki, które stosowały humor w rozmowach o seksie z matkami, deklarowały większą otwartość w komunikacji. „Humor stał się ich osobistym zasobem. Zmniejszał zażenowanie i pozwalał córkom podchodzić do drażliwych tematów w bardziej swobodny sposób" - wyjaśniają naukowcy.
Gdy jednak matki stosowały tą samą taktykę, czyli humor, wyniki wskazywały na coś przeciwnego. To zmniejszało gotowość córek do otwartej komunikacji, a pośrednio wiązało się także z niższymi wynikami w zakresie dobrostanu seksualnego.
Naukowcy sugerują więc, że humor ze strony matki mógł u córki wywoływać dyskomfort, zagubienie albo zażenowanie. Innymi słowy: ten sam żart może działać zupełnie inaczej w zależności od tego, kto go opowiada - twierdzą badacze. W relacji matka–córka, przy różnicy wieku, ról i doświadczeń, humor nie zawsze rozładowuje napięcie. Czasem je zwiększa.
Wyśmiewanie tematu seksu uczy wstydu
W ustach nastolatek humor bywa oznaką zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ten sam humor użyty przez matkę może jednak zabrzmieć zupełnie inaczej: jak lekceważenie sprawy albo negatywna ocena.
- A już najgorsze jest wyśmiewanie tematu seksu. Uczy to dziecko wstydu, sprawia, że czuje się głupio. Najważniejsze, żeby pytania dzieci brać na serio i w miarę możliwości odpowiadać na każde - mówiła w „Wyborczej" Katharina von der Gathen, niemiecka edukatorka seksualna i pedagożka specjalna.
Do rozmów z dzieckiem o seksie warto więc podejść poważnie. "Bridgertonowie" mogą być świetnym serialem, ale kiepskim poradnikiem komunikacji rodzinnej.
Lepiej sięgnąć po dobre książki albo rozmowę ze specjalistą.