Trump, Orbán, Putin, Iran, a w tym wszystkim Nawrocki
Trzeba przyznać, że Karol Nawrocki wykonuje dosyć trudny międzynarodowy zawijas. Otóż prezydent udaje się z przyjacielską wizytą do Viktora Orbána, który z kolei jest przyjacielem Kremla i jego władcy. Orbán za chwilę ma u siebie wybory, po raz pierwszy od lat widmo porażki zagląda mu w oczy, można się zatem spodziewać, że prorosyjski Węgier usłyszy od Nawrockiego wyrazy przedwyborczego poparcia. „Przyjazd Nawrockiego zbiegnie się w poniedziałek z tzw. Marszem Patriotów w centrum Budapesztu. Wezmą w nim udział liderzy ugrupowań skrajnej, często prorosyjskiej prawicy, którzy marzą o pójściu w ślady Orbána” – pisze w korespondencji z Budapesztu Jędrzej Bielecki. Nawrocki poprze – jak zauważa Bielecki – kogoś takiego: „Orbán stał się najlepszym atutem politycznym Putina w Brukseli. Przez lata tylko groził wetem w sprawie pomocy dla Ukrainy, ale od paru tygodni wprowadza tę zapowiedź w życie, blokując gigantyczny pakiet unijnego wsparcia dla Kijowa (90 mld euro), bez którego ukraińskie państwo może przestać funkcjonować już w najbliższych miesiącach”.
Mam wrażenie, że spece od komunikacji z pałacu polskiego prezydenta mogą mieć niejaką trudność z wytłumaczeniem tego przypływu uczuć do przyjaciół Putina. „Niestety to kolejny – po wecie wobec SAFE – ruch, który oznacza, że mentalnie polska prawica oddala się od Zachodu i lepiej się czuje w towarzystwie proputinowskiej skrajnej prawicy niż w Unii Europejskiej” – diagnozuje Michał Szułdrzyński.
Karol Nawrocki zawsze może się jednak podeprzeć tym, że Orbána poparł również inny przyjaciel polskiego prezydenta: Donald Trump. Ten sam Trump, który wojuje z Iranem, który to kraj z kolei wspiera Rosja, która przyjaźni się z Orbánem. I co tu jest do rozumienia? Może tylko trochę szkoda, że w taką sytuację dała się wkręcić głowa polskiego państwa.