W miniony poniedziałek odbyła się uroczysta gala Superbohaterka „Wysokich Obcasów" 2025.
Nagrodę kapituły otrzymała Zuzanna Stańska, twórczyni aplikacji DailyArt, autorka jednego z najciekawszych polskich sukcesów technologiczno-kulturalnych ostatnich lat. Zuzanna jest dowodem na to, że kobiety w świecie technologii nie myślą schematami i dokonują rzeczy genialnych.
Kurz i emocje po gali jeszcze dobrze nie opadły, a my przedstawiamy Państwu kolejną niezwykłą kobietę, kolejną superbohaterkę.
Ania Lewandowska jest dziennikarką, prowadzi popularny program „Pytanie na Śniadanie". Wiele osób zna ją jako „panią z telewizji" – profesjonalną, zawsze uśmiechniętą. Widząc mądrą, modnie ubraną kobietę, łatwo wpaść w pułapkę prostych skojarzeń i pomyśleć, że Ania, poza ekranem, wiedzie beztroskie, „instagramowe" życie. Nic bardziej mylnego.
Dziennikarka jest mamą dwóch chłopców – 13- i 14-latka. Młodszy z jej synów, Leoś, jest dzieckiem z niepełnosprawnościami. Ma zespół jelita krótkiego, jest więc żywiony pozajelitowo, ma też gastrostomię. Oprócz tego cierpi na mózgowe porażenie dziecięce, epilepsję, obrzęki limfatyczne. Nie mówi, nie chodzi. Wymaga całodobowej opieki.
Ania i jej mąż już na etapie ciąży wiedzieli, że ich synek jest obciążony wadami. Mogli zrobić legalną aborcję, ale – bardzo świadomie i z pełnym przekonaniem – dokonali innego wyboru.
W pierwszych miesiącach po narodzinach walczyli o życie Leosia, potem – wbrew diagnozom i rokowaniom – walczyli o jego jakość. Ania zachowywała się wówczas jak lwica – była zdeterminowana, waleczna, instynktownie wyczuwała, gdzie czai się zagrożenie. Skoncentrowana na dziecku, nie zauważyła, kiedy sama kompletnie opadła z sił. W końcu dopadł ją poważny kryzys. Czuła się niewystarczająca jako matka, przezroczysta jako kobieta, nieistotna jako człowiek. Straciła sens życia. Stanęła – dosłownie – nad przepaścią.
W szczerej rozmowie z Pauliną Reiter Ania Lewandowska opowiada o swoim życiu i pokazuje macierzyństwo bez fikcji. Dostrzegam w Ani Lewandowskiej wiele supermocy. Objawiają się one nie tylko w tym, jak walczyła o synka, ale też w tym, jak w pewnym momencie zawalczyła także o siebie.
My, kobiety, od małego karmione jesteśmy baśniami i wizją tego, że w granicznej sytuacji ktoś nas uratuje. Jakbyśmy same były bezwolne i mało sprawcze. I choć rzeczywiście w obliczu depresji pomocną dłoń podał Ani jej mąż, to w istocie Ania ocaliła się sama. A stało się to wtedy, gdy uświadomiła sobie, że potrzebuje przestrzeni do samorealizacji i spełnienia także poza macierzyństwem. Że nie chce chodzić w worku pokutnym, choć świat chętnie by ją w nim widział. Ania Lewandowska zdecydowała, że będzie rozwijać się jako kobieta i jako człowiek bez poczucia winy i wstydu. Dziś mówi z pełnym przekonaniem, że dzięki temu, że zawalczyła o siebie, jest także lepszą matką dla swoich synów. A dla mnie jest inspiracją.